No właśnie weekend powoli mija a ja nic :) Nic nowego nie powstało, znowu boląca ręka powstrzymuje od pracy :) wczoraj jednak męczyłam się z moją narzutą, nazywaną przez niektórych "pstrokatą pstrokatością", przez mojego męża "kwiatową paralotnią" vel "spadochronem", a wg mojej siostry "narzutą, która wygląda jakby ktoś wrzucił granat na łąkę" :) A mnie ona na przekór wszystkim się podoba, ale nauczyłam się też wykorzystywać jako argument - np. mojej przyjaciółce kochanej, która obecnie leży w domku w ciąży powiedziałam, że jak nie przestanie marudzić i się zamartwiać, to przywiozę jej tą narzutę i będzie musiała pod nią leżeć do końca ciąży. I Poskutkowała ta groźba ;) :)
Poza tym ja nadal twierdzę, że jest śliczna i będę z niej korzystać na przekór wszystkim - tylko ja i moja narzuta kontra reszta świata :P :)
W każdym razie wczoraj skończyłam pierwsze pikowanie - tzn. pikowanie wzdłuż pasów, a teraz myślę, czy by nie dodać dodatkowych pikowań.
Poza tym czeka mnie jeszcze obszycie narzuty lamówką, czyli będę musiała się tego w końcu nauczyć. Na razie próbowałam przyszywać lamówkę tylko raz i średnio mi to szło :)
Życzę Wam spokojnej niedzieli i duuużo sił na nadchodzący tydzień :)
czekam na zdjęcia po dalszej obróbce :) a mnie się też podoba, choć pewnie u mnie w domu nie miałaby szans narzuta ze względu na protesty 2 domownika ujrzeć światła dziennego ;)
OdpowiedzUsuńmnie się ta narzuta bardzo podoba!!! Powiem wiecej: wszędzie mam gładkie ściany i do każdego pomieszczenia pasowałaby mi idealnie:) Jeśli mąż Cię z nią wygoni to zapraszam do mnie:)
OdpowiedzUsuńJuż mam przeznaczenie dla tej mojej kweicistej narzuty - zabieram ją do domku na działce gdzie będzie pięknie zdobić moje łóżko :D Bo u mnie w domu nie miałaby szans na przetrwanie ;)
OdpowiedzUsuń