Tytuł posta może dotyczyć zarówno moich fuksji, jak i naszej przeprowadzki :) Choć tym drugim jestem już szczerze umęczona - ruszam się z tym swoim wielkim brzuchem jak mucha w smole, a tu trzeba pakować ciągle, wypakować, zdecydować gdzie co pochować, no i czasu na to niewiele..
Byleby do niedzieli i będzie lżej (oby :)
Przez przeprowadzkę nie jestem w stanie dokończyć moich fuksji - została mi dosłownie końcówka - jeden listek i backstitchowe pręciki kwiatów - czyli ze 2 dni pracy - ale to już na pewno nie w tym tygodniu :)
Zrobiłam sporo krzyżyków 1 nitką, ale widzę, że na poniższych zdjęciach, nie bardzo są widoczne :) Co ja mówię - w ogóle ich nie widać, a tyle się napracowałam nad nimi ;) - jak skończę obrazek do zagonię męża do obfocenia - może wtedy wszystkie szczegóły będą bardziej widoczne :)
Zdjęcia też na szybko robione, więc szału nie ma:
Miłej reszty tygodnia :)
Marta



To będzie piękne!
OdpowiedzUsuńsuper to wygląda!!! bosko:)
OdpowiedzUsuńcudo wyszywasz, za każdym razem jak je podglądam, śledzę postępy i wyłania się coraz piękniejszy obraz jestem nimi zachwycona.
OdpowiedzUsuńPrzepiękny kwiat:)
OdpowiedzUsuńJuż pięknie wygląda:)
OdpowiedzUsuńAleż piękna sztuka! Padam do stóp w zachwycie nad pracochłonnością i efektem. Aż bym złapała w łapki i pooglądała tak z bliska :D
OdpowiedzUsuń